12,5 st. C - "grzybiarki" obudziły się z zimowego snu. ;)
Bardzo często jeżdżę trasą olkuską prowadzącą na Śląsk. Za Sławkowem przejeżdża się pod starym szybem górniczym. Po lewej stronie jadąc od Olkusza od dawien dawna stoją tam dwie "Panie". Blondynka i Ruda. Wiek ok. 50 lat. Wyglądają jak stare kumpele. Czekają na klientów siedząc na starym telewizorze, obowiązkowo noga na nogę. Bardzo osobliwe postaci. :)
W całej tej tragedii kobiet z takiego światka, one wyglądają jakby to było dla nich normalne - zwykła praca. Codziennie od dziesiątek do szesnastej. Przejeżdżając obok i widząc obie rozmawiające ze sobą, zastanawiam się jakie mają tematy do konwersacji... Czy opowiadają sobie o pracy, jakie mają życie, kim są, czy mają rodziny...? Wydaje mi się, że same sobie "szefują". Nie są nawet tak odpicowane jak reszta "Pań" na tej trasie (nie brakuje ich). W zimie ciepła kurtka, spodnie, ma być ciepło w dupsko!
Zastanawiam się... kiedy przyjdzie taki dzień, gdy przejeżdżając tamtędy już ich nie zobaczę...?
One wpisały się na stałe w krajobraz słynnego "przejazdu pod starym górniczym szybem"... :)
piątek, 28 lutego 2014
czwartek, 27 lutego 2014
Z daleka miasto wygląda tak pięknie... Wszystko tak wygląda z dystansu.
Zadaję sobie pytanie gdzie są granice tego, co powinno być umieszczone na portalach społecznościowych (takich jak np. Facebook) a co nie.
Logując się od razu rzucają mi się w oczy wpisy typu: "Użytkownik X był z użytkownikiem Y w miejscu Z.", "Idę na siłownię; Jestem na siłowni; Byłem na siłowni.", "Jem obiad.", "Maluję paznokcie." itp. itd.
Jednak dzisiejszy wpis mojej koleżanki z podstawówki przysłowiowo wyrwał mnie z butów... Podzieliła się ona ze światem wiadomością o tym, że straciła dziecko (poroniła). Wyznaczone przeze mnie granice w tym momencie zostały przekroczone. Kontrowersyjne. Od razu posypały się niepochlebne komentarze, mówiące o tym, że powinna to zachować dla siebie. Gdzie jest granica szacunku do siebie i dla swoich osobistych przeżyć...? Czuję niesmak po tym co przeczytałam. Tak jak nie lubię gdy ktoś dodaje zdjęcia zmasakrowanych ciał, dzieci bez nóżek i rączek oraz skatowanych zwierząt.
Nie bez powodu istnieje zwyczaj, by o ciąży nie mówić do końca trzeciego miesiąca. Tak aby w razie tak przykrej sytuacji nie narażać innych na tak trudne emocje i aby łatwiej było poradzić sobie z tym.
Zakładając profil na Facebooku cieszyłam się, że będę mogła utrzymywać kontakt ze znajomymi, z którymi kontakt mi się urwał, że dowiem się co u nich... Nie oczekiwałam takich wyznań i takich treści. Cóż - najwyraźniej jeszcze mało wiem.
Kwintesencja całej sytuacji - po paru minutach post został skasowany.
Logując się od razu rzucają mi się w oczy wpisy typu: "Użytkownik X był z użytkownikiem Y w miejscu Z.", "Idę na siłownię; Jestem na siłowni; Byłem na siłowni.", "Jem obiad.", "Maluję paznokcie." itp. itd.
Jednak dzisiejszy wpis mojej koleżanki z podstawówki przysłowiowo wyrwał mnie z butów... Podzieliła się ona ze światem wiadomością o tym, że straciła dziecko (poroniła). Wyznaczone przeze mnie granice w tym momencie zostały przekroczone. Kontrowersyjne. Od razu posypały się niepochlebne komentarze, mówiące o tym, że powinna to zachować dla siebie. Gdzie jest granica szacunku do siebie i dla swoich osobistych przeżyć...? Czuję niesmak po tym co przeczytałam. Tak jak nie lubię gdy ktoś dodaje zdjęcia zmasakrowanych ciał, dzieci bez nóżek i rączek oraz skatowanych zwierząt.
Nie bez powodu istnieje zwyczaj, by o ciąży nie mówić do końca trzeciego miesiąca. Tak aby w razie tak przykrej sytuacji nie narażać innych na tak trudne emocje i aby łatwiej było poradzić sobie z tym.
Zakładając profil na Facebooku cieszyłam się, że będę mogła utrzymywać kontakt ze znajomymi, z którymi kontakt mi się urwał, że dowiem się co u nich... Nie oczekiwałam takich wyznań i takich treści. Cóż - najwyraźniej jeszcze mało wiem.
Kwintesencja całej sytuacji - po paru minutach post został skasowany.
niedziela, 23 lutego 2014
Chory facet.
Postanowiliśmy z moim Ukochanym wziąć się za siebie i kupiliśmy karnet na siłownię i fitness. Jakże byliśmy szczęśliwi, jakże zmotywowani! Ale nikt mi nie powiedział, że to początek katastrofy...
Mój mężczyzna ma zakwasy. Wiem do doskonale. Nie mogę nie wiedzieć, bo ON mi to powtarza co około pięć minut. Jeżeli do dziesięciu minut nie usłyszę żadnego komunikatu to zaczynam się zastanawiać czy ON wciąż żyje! :)
Kobieta podczas miesiączki sygnalizuje, że boli ją brzuch, zażywa tabletkę przeciwbólową i czeka aż tenże lek zacznie działać. I mimo cholernej huśtawki nastrojów, opuchniętego od zatrzymującej się w organizmie wody ciała, straszydła wynurzającego się z lustra i dziwnych zachcianek kulinarnych... to z bólem problemu nie mamy! ;)
Mężczyźni w całej tej swojej męskości i odwadze, są bardzo wyczuleni na ból. Ale ja to zaczynam rozumieć. Taki samiec 'alfa' ma teraz możliwość wysyłania w świat niejasnych sygnałów, które w rzeczywistości oznaczają - "Teraz mam chwilę dla siebie, mam chwilę na słabość, będę leżeć, a Ty mnie tul i całuj i masuj i kochaj, kochaj, kochaaaaaj!" No to kocham! ;) Bo to takie urocze zjawisko.
"Boli! Tak to mnie jeszcze nigdy nie bolało! Zobacz - tutaj i tutaj! A tutaj to już najbardziej!"
Mój Ukochany: " - Boli mnie noga... Coś mi pękło i będę musiał mieć operację."
Ja: " - Zadzwoń do lekarza, zapytaj co się mogło stać, umów się na wizytę."
3 dni później...
Mój Ukochany: " - Boli mnie noga... Coś mi na pewno pękło, bez operacji się nie obejdzie. Słyszałaś jak mi pękło???"
Ja: " - Nie słyszałam. A dzwoniłeś do lekarza?"
Mój Ukochany: " - Nie. Muszę jednak zadzwonić do lekarza."
Bo najważniejsze jest to, by był pewien, że do konkluzji doszedł sam! :)
I jak tu nie kochać naszych Macho! ;)
sobota, 22 lutego 2014
Za wolność.
Coraz bardziej przeraża mnie to co się dzieje na świecie... Nigdy nie interesowałam się polityką, ale im jestem starsza, tym bardziej przytłacza mnie to co człowiek jest w stanie zrobić drugiemu człowiekowi. Czasem mam wrażenie, że ktoś się nami bawi jak w grze TheSims! Wyzysk, kłamstwa, śmierć. Moja wrażliwość jest wystawiana na ciężką próbę. Co siedzi w tych ludziach!? Krzywdzimy zwierzęta, dzieci, siebie nawzajem... Gdzie tu to nasze człowieczeństwo? W dzisiejszych czasach słowo - zezwierzęcenie staje się komplementem. Zwierzęta zabijają gdy się boją lub gdy są głodne. Ich funkcjonowanie jest poukładane, harmonijne. Człowieczeństwo to coraz częściej obelga. Zazdrość, zawiść, gniew, psychozy, wynaturzenie... W którym kierunku to idzie...? Trujemy się, nie dbamy o siebie, o przyrodę. W rodzinach już nie ma bliskości. Dzieciaki spędzają czas przed komputerem, bajki są o niczym... Strach się bać. Nie poszerzamy swojej wiedzy, nie wnikamy, ale mamy coraz więcej do powiedzenia. I ujawnia się ta cała głupota i zacofanie. Coraz częściej zadaję sobie pytanie - czy naprawdę tak mało nas wciąż dzieli od średniowiecza...? Czy tak małe kroki wciąż robimy? Nie potrafimy nawet walczyć o swoją przyszłość. Teraźniejszość. Kiedy całkiem niedaleko nas ludzie oddają życie za lepsze jutro. Za wolność.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



